Ubuntu 11.10 bardzo subiektywnie

Nie jestem doświadczonym użytkownikiem systemów uniksowych, ale z drugiej strony trudno określić mnie absolutnym nowicjuszem. Prawdą jest, że używam systemu Ubuntu od ponad 4 lat i to, że większość czasu spędzam w trybie graficznym. Faktycznie konsola nie jest moim największym przyjacielem, ale często ratowała mi życie i pomagała w codziennym życiu. Doceniam znaczenie skryptów, kompatybilności sprzętowej i wielu innych zagadnień programowych, ale system powinien być użyteczny. Moja opinia o nowym Ubuntu 11.10, czyli Oneiric Ocelot jest zupełnie inna.

Od początku mojej przygody z Ubuntu towarzyszy mi stary wysłużony HP Pavilion dv6376ea. Wiem, ładny, błyszczący, z zaokrąglonymi krawędziami, ale to moja kobieta wybierała, bo wtedy nie miałem do tego głowy. Blisko 4 lata system sprawował się idealnie, bez zbędnych re-instalacji i zmian sprzętowych. Nawet 1GB pamięci pozwalał na wydajną pracę z wieloma aplikacjami i włączonymi opcjami Compiza. Mimo tego rozszerzyłem pamięć fizyczną do 4GB i zainstalowałem Ubuntu 10.10, który był ostatnią wersją systemu bez rewolucyjnych zmian.

Początek złego

Po niepochlebnych opiniach znajomych, równie subiektywnych jak moje, zdecydowałem o pozostaniu przy starej wersji sprawdzonego systemu. Poczekałem 6 miesięcy i pomyślałem, że może warto. I to był chyba największy błąd dotyczący używanego systemu operacyjnego. O ile rezygnacja z Windows Vista była starzałem w dziesiątkę to już instalacja Ubuntu 11.10 wywróciła moje dotychczasowe życie do góry nogami.

Już wersja 11.04 sugerowała używanie Unity jako domyślnego środowiska graficznego. Szczerze, nie jestem zwolennikiem rewolucyjnych zmian i dotychczasowy, tradycyjny model okienkowy zupełnie mnie satysfakcjonował. Szczególnie jeśli działanie nowego środowiska graficznego nie było całkowicie stabilne i wydajne z poziomu użytkownika.

Przypuszczałem, że pół roku pozwoliło ludziom z Canonical na wyciągnięcie wniosków wprowadzenie koniecznych zmian. Jak się okazało moje nadzieje były płonne. Rewolucyjne zmiany wywołały u mnie tylko początkowy zachwyt, który szybko przerodził się w nieustanną frustrację. Czy możliwe jest, że tylko ja mam takie problemy?

Złożona analiza

Domyślny, boczny pasek przejął częściowo role dolnego i górnego paska, które informowały użytkownika o uruchomionych aplikacjach i prezentowały skróty aplikacji. I wszytko byłoby super, gdyby konfiguracja bocznego paska była łatwiejsza. Ikony ogromne, masa efektów rozwijania, migania i zbędnych animacji, które zupełnie zaburzają płynność działania to nie to czego oczekiwałem. Przypuszczalnie wszystko o czym napisałem zmienia się łatwo i bezboleśnie, ale ja tego jeszcze nie dokonałem.

Rhythmbox nawet przy skromnej kolekcji kilkunastu tysięcy piosenek dławi się podczas wyszukiwania na ponad 10 sekund. Jeśli już posłucham kilku utworów to dalej nie mam gwarancji, że aplikacja nie wysypie się przed końcem piosenki. Podobnie Eclipse. Napisanie kilku znaków tekstu sprowadza się do odczekania kilkunastu sekund zanim wróci kontrola nad aplikacją. I tak co chwilę.

Praca z dwoma monitorami również bywa problematyczna. Podczas korzystania z drugiego ekranu poprzez kabel D-Sub zdarza się, że główny ekran zamiera, a wówczas pozostaje tylko restart systemu.

Podsumowanie

W tej chwili nie przychodzą mi do głowy inne braki systemu Ubuntu 11.10, ale pewnie takie istnieją. Przykro mi, ale mówię to z pełną świadomością. Nie podoba mi się nowy trend i kierunek rozwoju systemu, hipotetyczna innowacyjność, mizerna wydajność i brak stabilności. Niedopracowany produkt zostaje w laboratorium, a nie dostarcza się go klientom, ponieważ użytkownicy to nie darmowa baza testerów, co staje się ogromnie popularne w ostatnim czasie. Ostatecznie życzę powodzenia i cierpliwości wszystkim, którzy zdecydują się na aktualizację systemu.

2 odpowiedzi do “Ubuntu 11.10 bardzo subiektywnie”

  1. Jeśli szukasz systemu nowoczesnego, ale konserwatywnego (wiem jak to brzmi), chodzi mi, że ma nowe wersje sterowników itd, ale UI bardziej konserwatywne to szczerze polecam Mint 11 Katya.
    Zainstalowałem go mojej dziewczynie i jest bardzo zadowolona.

    Nawet ja, zwolennik archlinuksa, wszystkiego co konsolowe i brzydkie odnajduję się w tym systemie.

  2. Nie udało mi się sprawdzić jeszcze Minta, ale słyszałem o nim pozytywne opinie. Nie chciałbym, jednak by każda dystrybucja wymyślała nagle swoje środowsko graficzne. Liczyłem, że z czasem Ubuntu przejdzie na GNOME3, zamiast lobbować własne wynalazki. Linux Mint chyba też ekseprymentuje w tej materii. Póki co na biurku wylądowałą Fedora 16.

    Zdecydowałem się, ponieważ GNOME3 przypadł mi do gustu i mikrofon wbudowany działał bez zarzutu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *